Dzieci i młodzież

Zespół Dziecka Potrząsanego (Shaken Baby Syndrome – SBS)

Gdy dziecko płacze, a wszelkie znane rodzicom sposoby uspokojenia go zawodzą, rodzice czasem w poczuciu bezsilności potrząsają nim. Mają nadzieję, że to „otrząśnie” dziecko ze złego nastroju i dzięki temu przestanie płakać. Rzeczywiście, tak czasem się dzieje – rozkrzyczane niemowlę wycisza się. Badania lekarzy pokazują jednak, że takie potrząsanie jest niebezpieczne dla zdrowia dziecka, a uspokojenie jedynie pozorne. W wyniku potrząsania dziecko może być spokojniejsze, a nawet ospałe, ale jest to efekt „szoku”, a nie prawdziwe ukojenie emocji. Podczas potrząsania może dochodzić do groźnych mikrouszkodzeń mózgu niemowlęcia.

Niewiarygodne? Jak to się dzieje? Główka dziecka jest nieproporcjonalnie duża w porównaniu do reszty ciała, a jego szyja zbyt słabo umięśniona, by utrzymać ją w pionowej pozycji, gdy ciało dziecka jest potrząsane. Potrząsanie wywołuje gwałtowne ruchy głowy w przód i tył. Wówczas mózg dziecka również gwałtownie przemieszcza się i wprost obija się o ściany czaszki. W efekcie tego dochodzi do mikrouszkodzeń mózgu (mikrowylewów na skutek odbijania się mózgu o ściany czaszki), a obserwowane przez rodziców uspokojenie jest efektem „szoku” jakim odpowiada układ nerwowy na to zdarzenie.

Zupełnie inaczej rzecz ma się w przypadku człowieka dorosłego – ten jest w stanie wytrzymać nawet skoki na bungie. Dla niemowlęcia jednak szkodliwe jest, tak wydawałoby się niewinne, potrząsanie w rękach rodzica.

Główka dziecka jest bardzo delikatna, pamiętaj więc – nigdy nie potrząsaj dzieckiem.

Doświadczenia lekarzy oraz badania pokazują, że potrząsanie niemowlęciem może mieć długofalowe negatywne konsekwencje dla zdrowia dziecka. Efektem potrząsania właśnie okazują się być takie późniejsze problemy jak:

  • drażliwość,
  • apatia,
  • ospałość,
  • drżenie,
  • wymioty,
  • trudności w nauce.

Objawy te są często mylone z przeziębieniem lub zatruciem.

Opisywane w literaturze medycznej są również przypadki śmierci niemowlęcia na skutek potrząsania przez rodzica. Skutkiem wylewu wewnątrzczaszkowego mogą być także utrata wzroku, słuchu, drgawki, śpiączka. W praktyce medycznej używany jest nawet termin Zespół Dziecka Potrząsanego (Shaken Baby Syndrome – SBS), dla określenia wymienionych objawów.

Dodać należy, że długotrwałe uszkodzenia są często rozpoznawane dopiero po 6. roku życia, gdy dziecko idzie do szkoły, a objawy ujawniają się w postaci trudności w nauce. Często trudno jest połączyć problemy w nauce z potrząsaniem w niemowlęctwie, choć badania naukowe pokazują, że faktycznie taki związek istnieje.

Wielkość uszkodzeń zależy od intensywności i czasu trwania potrząsania, a także od siły uderzeń. Groźne są wszystkie te działania, gdy głowa dziecka jest niestabilna, niewystarczająco chroniona i przez to narażona na zbyt duże drgania, przeciążenia. Silne podrzucanie dziecka, bardzo mocne huśtanie w wózku itp. mogą być dużym zagrożeniem dla jego zdrowia. Nie oznacza to, że zabronione są wszelkie zabawy z dzieckiem, jednak należy pamiętać, że dziecko jest delikatne, że należy zawsze podtrzymywać jego główkę.

Czasem jednak trudno być cierpliwym i panować nad sobą kiedy dziecko nie chce się uspokoić i przestać płakać, mimo naszych starań. Najważniejsze, by umieć zachować kontrolę i znać sposoby na bezpieczne wyrażenie negatywnych emocji. Oto kilka rad co robić w trudnych sytuacjach:

  1. Spróbuj znaleźć powód płaczu dziecka: Może ma mokro? Jest głodne? Jest mu za ciepło lub zimno? Uwiera go ubranko? Ząbkuje? Może ma gorączkę i jest chore? A może zwyczajnie potrzebuje bliskości i spokojnego tulenia? Potrzeba dotyku jest potrzebą wrodzoną i niemowlęta płaczem wołają o zaspokojenie również tej potrzeby!
  2. Usiądź i zastanów się dlaczego jesteś zła/zły. Czy to aby na pewno dziecko wywołuje w Tobie takie emocje? A może miałaś/miałeś ciężki dzień?
  3. Nie zapominaj o sobie! Zadbaj o swój komfort i nastrój, zadzwoń do przyjaciół, rodziny, którzy pocieszą, a może nawet zaproponują pomoc przy opiece nad dzieckiem, byś mogła/mógł odpocząć. Masz prawo oczekiwać pomocy i wsparcia od innych, bo opieka nad małym dzieckiem czasem przekracza możliwości jednego człowieka!
  4. Spróbuj się zrelaksować, oddychaj głęboko, włącz ulubioną, uspokajającą Cię muzykę.
  5. Zapewnij dziecku bezpieczne miejsce i opiekę, a sama/sam wyjdź z domu na spacer, by odzyskać spokój i nabrać nowych sił.

Jeżeli dziecko nadal płacze a Ty już jesteś spokojna/spokojny spróbuj:

  • przytulić je do siebie i pogłaskać – dziecko koi Twoje ciepło i dotyk;
  • mówić do niego czule i spokojnie – maluch wyczuwa Twój nastrój
  • zanucić mu piosenkę albo kołysankę – dziecko lubi Twój głos;
  • delikatnie pobujać je w ramionach albo w wózeczku – Twoją pociechę to uspokaja;
  • pospacerować z dzieckiem na rękach – spokojny chód wycisza i usypia niemowlę.

Maluch lubi być przytulany i głaskany, rób to jak najczęściej, aby czuł Twoją bliskość. Bliskość daje dziecku poczucie bezpieczeństwa i uspokaja je.

Pamiętaj: potrząsanie dzieckiem rozładowuje Twoje napięcie i może na chwilę wyciszyć dziecko, ale jest bardzo niebezpieczne dla jego zdrowia!
Opracowanie:
Anna Roszyk – psycholog, psychoterapeuta AMONARII
Studentki psychologii – Małgorzata Kisiel, Kamila Rasmus

Źródła:
1. Roszkowska M., Zespół dziecka potrząsanego, w: Dziecko krzywdzone: Teoria. Badania. Praktyka, nr 19 (2007).
2. Sawaściuk E., Nie potrząsaj mną!, w: Charaktery, nr 12 (2007)
3. Stop dla potrząsania dzieckiem, http://www.dobryrodzic.pl

 

Ukojone emocjonalnie dzieci wyrastają na spokojnych dorosłych

„Jesteśmy formowani i reformowani przez tych,
którzy nas kochają; i choć miłość może przeminąć,
mimo to pozostajemy ich dziełem, 
na dobre lub na złe”
Francois Mauriac

Dlaczego tak wiele dzieci wyrasta na nerwowych dorosłych, ma trudności z radzeniem sobie ze stresem, opanowaniem złości, zapada na depresje, cierpi z powodu lęków? Dla przykładu, środki antydepresyjne w Wielkiej Brytanii przyjmuje aż 40 000 dzieci, a Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przewiduje, że wśród dorosłych depresja osiągnie niedługo rozmiary epidemii. Wiele dzieci i dorosłych odczuwa codzienność jako pełną napięcia, bliskie związki jako trudne i pełne konfliktów. Jakie są przyczyny tak częstych trudności w samopoczuciu i psychologicznym funkcjonowaniu? Okazuje się, że geny, choć mają znaczenie w wymienionych problemach, nie są ich głównymi przyczynami. Liczne badania psychiatrów i psychologów pokazują, że sposób wychowania dziecka, codzienne postępowanie rodziców z nim, mają decydujący na jego wpływ na późniejsze zdrowie psychiczne. Najważniejsze okazują się doświadczenia w pierwszych trzech latach życia, sposób postępowania rodzica wobec dziecka od chwili narodzin. Wtedy bowiem w psychice dziecka tworzą się zręby psychologicznych mechanizmów odpowiedzialnych za zdrowe psychiczne. Jednym z nich jest zdolność do samoregulacji emocjonalnej. Umiejętność radzenia sobie z emocjami to, określając w skrócie, umiejętność samouspokajania się. Jest ona potrzebna do tego, aby w przyszłości w spotkaniu z życiowymi trudnościami, smutek nie przeradzał się rozpacz i depresję, strach w przerażenie i stany lękowe, a złość we wściekłość i ataki agresji.

Emocje – smutku, strachu, złości, są naturalną częścią życia; smutek stanowi naturalną odpowiedź naszego organizmu na sytuację straty czegoś dla nas ważnego; strach – naturalną reakcję na zagrożenie; złość – naturalną reakcję na frustrację, przeszkodę, trudności. W życiu dorosłym samoregulacja emocjonalna nie polega na tym, by te emocje zupełnie stłumić, by ich wcale nie przeżywać. Wręcz przeciwne, są one potrzebne do właściwego reagowania na otaczający świat i zdarzenia. Dla przykładu – strach przed nadjeżdżającym samochodem mobilizuje nas do ucieczki z jezdni i ratuje nam życie; niepokój przed upadkiem na nartach skłania nas do kupienia naszym dzieciom kasków i chronienia ich przed skutkami wypadku; smutek po kłótni z partnerem skłania nas do naprawienia szkody i pogodzenia się z nim; złość, gdy coś nam się nie udaje, mobilizuje nas, by spróbować raz jeszcze i dodaje nam energii. Wszystkie te emocje są nam w życiu potrzebne, nadają mu koloryt a działaniu właściwy kierunek. Wbrew potocznym opiniom emocje nie zakłócają działania, nie mącą rozumu, lecz są dla niego podpowiedzią, wskazówką, że to co się dzieje jest ważne i trzeba działać. Emocje jednak pomagają tak długo, jak są przeżywane w sposób umiarkowany i nie rozwijają się w stany ekstremalnego natężenia – rozpaczy, przerażenia, wściekłości. Takie maksymalne natężenia emocji jest zrozumiałe w sytuacjach nadzwyczajnych – katastrof, śmierci, napaści, lecz w życiu codziennym, gdy nie spotykają nas wydarzenia ekstremalne, zdrowe psychicznie osoby regulują swoje emocje do poziomu umiarkowanego, to znaczy są zdolne samouspokajać się. Tego zaś jak to robić, nauczyli się w pierwszych latach życia w relacji z rodzicami.

Rodzice, rozpoznając emocje dziecka i kojąc je – uczą je jak koić siebie; bawiąc się i śmiejąc się z dzieckiem, uczą je jak cieszyć się światem. W naszych mózgach istnieją specjalne systemy emocjonalne (tzw. układ korowo-limbiczny mózgu), odpowiedzialne za kierowanie emocjami. Te części mózgu najintensywniej kształtują się właśnie w pierwszych trzech latach życia. Wówczas mózg, niezwykle chłonny, bardzo głęboko zapamiętuje doświadczenia emocjonalne i stany, w jakich było dziecko. Nie jest to pamięć świadoma, nie jesteśmy bowiem w stanie opowiedzieć sobie, jak czuliśmy się jako niemowlęta. Nasz mózg jednak zapamiętywał wczesne odczucia i przeżycia emocjonalne w postaci tzw. schematów doświadczania emocji i zapisywał je w szlakach nerwowych. Jak pokazują badania, schematy te pozostają względnie trwałe do końca naszego życia i w konsekwencji później, w dorosłości, w sytuacjach trudnych pobudzają się automatycznie. Szczególnie w stresie w naszym organizmie odtwarzają się fragmenty przeżyć uczuciowych z dzieciństwa. Emocje te pojawiają się ciele, nie w świadomym umyśle – to nasze ciało odczuwa je, a umysł jedynie dostrzega i próbuje zrozumieć. Schematy doświadczenia emocjonalnego, powstałe w dzieciństwie, aktywują się w dorosłości w odpowiedzi na trudną sytuację, ale często bardzo do niej nieadekwatne. Dlatego tak wielu dorosłych mówi „Nie wiem co się ze mną dzieje, nic wielkiego się nie stało a ja się wściekam”, lub „Nie wiem co się ze mną dzieje, wpadam w histerię, a przecież to zwyczajne trudności, inni sobie z nimi radzą”.

W pierwszych trzech latach życia, kiedy mózg dziecka jest niezwykle chłonny, przeżycia bardzo silnych negatywnych emocji zapisują się w jego szlakach nerwowych. Mózg niemowlęcia utrwala stan przerażenia, jeśli dziecko długo płacze i nikt go nie koi; wściekłość, jeśli długo trwa i nikt nie pomaga jej zaradzić. W pierwszych trzech latach życia, zapisywanie się w układzie nerwowym schematów przeżywania emocji oznacza, że:

  • Jeśli dziecko jest smutne i dorosły pomaga mu się uspokoić, przytula je, koi jego emocje, mózg dziecka uczy się, że smutek jest emocją, którą można opanować i która nie musi go przerażać. Dziecko nie popada wówczas w rozpacz, wręcz przeciwnie – czuje się spokojne i bezpieczne. W przyszłości, kiedy spotka się z trudną sytuacją – braku czegoś lub straty – będzie odczuwało smutek, lecz w sposób zdrowy, a jego mózg przywoła sytuacje, w której dobry rodzic pomógł i ukoił tę emocję. Mózg dziecka przywoła stan spokoju, jaki wtedy w pierwszych latach życia zapewniał mu dobry rodzic.
  • Jeśli dziecko jest smutne, płacze, lecz nikt nie pomaga mu się uspokoić (np. słyszy „przestań płakać”, jest odsyłane do swojego pokoju by „samo uspokoiło się”) jego mózg zapamiętuje, że smutek przeradza się w rozpacz, w której nie ma ukojenia. Dziecko przeraża się wówczas jeszcze bardziej. Gdy dorasta i spotyka go przykre wydarzenie, trudno mu opanować emocje, gdyż w jego mózgu brakuje pamięci wewnętrznego spokoju, jakie powinien był dostać w przeszłości od rodzica w takich sytuacjach.
  • Jeśli małe dziecko uśmiecha się do rodzica i on odpowiada na ten uśmiech radością, dziecko zapamiętuje stan szczęścia wymienianego z rodzicem. Uczy się, że warto uśmiechać się do innych, a oni są chętni do pomnażania radości, do cieszenia się przebywaniem razem. W przyszłości będzie z radością reagowało na innych, będzie postrzegane jako przyjazne i towarzyskie.
  • Jeśli małe dziecko uśmiecha się do rodzica, lecz on nie odpowiada na ten uśmiech, jest zbyt zajęty lub sam przeżywa depresję i trudno mu cieszyć się, dziecko wycofuje uśmiech, rezygnuje z przeżywania radości z innymi. Wykazano, że dzieci rodziców depresyjnych same odczuwają więcej smutku i częściej przejawiają skłonności do depresji.
  • Jeśli małe dziecko przeżywa złość a rodzic rozpoznaje tę emocję i tłumaczy ją dziecku, mówiąc „Widzę, że złościsz się, bo nie pozwoliłam ci zabrać ze sklepu tej zabawki. Jesteś bardzo zły, bo bardzo ci się spodobała i bardzo chciałeś ją mieć, ja to rozumiem”, dziecko uczy się rozumieć swoją złość, a to przynosi mu ulgę. W przyszłości w sytuacjach trudnych będzie potrafiło powiedzieć sobie „Czuję złość, bo coś nie poszło po mojej myśli, lecz to zrozumiałe i nie przeraża mnie to.”
  • Jeśli małe dziecko złości się, lecz rodzic zabrania mu tego, mówiąc np. „Nie wolno ci się złościć, przestań natychmiast”, małe dziecko czuje się bardziej sfrustrowane, jego złość rośnie. Nie rozumie jej jednak i odczuwa chaos. W przyszłości w trudnej sytuacji będzie odczuwało podobnie – nie będzie rozumiało swojej złości, a przez to trudniej będzie mu ją kontrolować. Może usilnie próbować ją tłumić, udawać, że jej nie ma. Psychoanalitycy twierdzą jednak, że stłumiona, nieuświadamiana złość może być niebezpieczna. Żyje bowiem swoim życiem i w dorosłości może ujawniać się w postaci nagłych wybuchów agresji.
  • Jeśli małe dziecko boi się, a rodzic bierze je na ręce i uspokaja, mówiąc, „Jestem przy tobie, ochronię cię”, dziecko odzyskuje spokój, czuje się bezpieczne. Uczy się wówczas, że świat jest miejscem bezpiecznym, w którym dorośli są silni i stabilni. W przyszłości w sytuacji zagrożenia jego mózg przywoła ten spokój i poczucie bezpieczeństwa, jakie czerpał od rodzica. Samo będzie czuło się silne i zdolne do radzenia sobie. Będzie też potrafiło poprosić innych o pomoc, gdyż będzie ufać, że inni są życzliwi i zdolni pomóc.
  • Jeśli małe dziecko boi się, lecz rodzic mówi: „Musisz sobie radzić sam, jesteś już duży”, dziecko nie odzyskuje spokoju, nie czuje się bezpiecznie. Jego strach rozwinie się w przerażenie, lecz nie okaże go już rodzicowi, skoro ten nie pomaga. Dziecko uczy się, że lęku nie można okazywać, lecz nie wie, jak przestać go przeżywać. W przyszłości w sytuacjach trudnych strach będzie sygnałem, że dzieje się coś niedobrego, lecz nic i nikt w tym stanie nie pomaga. Taka perspektywa budzi przerażenie. Z tego powodu w dorosłości drobne trudności mogą wzbudzać stany lękowe.

To zaskakujące, jak kluczowe dla późniejszego spokoju emocjonalnego są doświadczenia pierwszych trzech lat życia w relacji z rodzicami. Podstawową rolą rodzica w tym czasie jest więc koić emocje dziecka, przywracać jego poczucie bezpieczeństwa. Pamiętaj więc, że:

  • Dla rozwoju zdrowego mózgu dziecko potrzebuje silnego i spokojnego rodzica. To daje mu poczucie bezpieczeństwa. Jeśli więc dostrzegasz, że sam masz trudności w radzeniu sobie z emocjami, popadasz w skrajne stany przygnębienia, złości, lęku, sięgnij po pomoc. Psychoterapia pozwala przebudować schematy reagowania emocjonalnego u dorosłych, uczy ich zdolności samouspakajania się. Pozwala zbudować to, czego zabrakło w dzieciństwie. W programie Rodzina na Starcie możesz skorzystać z pomocy psychologa w radzeniu sobie z własnymi emocjami.
  • Kiedy dziecko płacze, nigdy nie zostawiaj go samego. To co konieczne, to byś starał się ukoić jego emocje. Sprawdź co jest przyczyną jego płaczu. Pamiętaj, że nie każdy płacz dziecka jest wołaniem o jedzenie!

Zapamiętaj przede wszystkim:

  • Dzieci płaczą również, kiedy potrzebują Twojego przytulenia. Potrzeba kontaktu fizycznego jest wrodzona i bardzo silna, dzieci płaczą po to, żeby przywołać opiekuna, by je przytulił. Weź dziecko na ręce, przytul do siebie – być może woła właśnie o to.
  • Dzieci płaczą również, kiedy po prostu im nudno i potrzebują zainteresowania i zabawy. Weź dziecko na ręce i pobaw się z nim.
  • Nazywaj emocje dziecka. To przynosi mu ulgę. Kiedy widzisz, że zaczyna marudzić, powiedz „Widzę, że jesteś zły, bo nie pozwoliłam ci na to.”
  • Pamiętaj, że dzieci potrzebują poczucia bezpieczeństwa, a bliskość dorosłego daje mu ją.
  • Kiedy dziecko boi się weź je na ręce i przytul. Powiedz: „Jestem przy tobie”.
  • Mów do dziecka spokojnym tonem. Jeśli sam czujesz się napięty, najpierw zadbaj o uspokojenie siebie. W innych artykułach na tej stronie znajdziesz podpowiedzi jak to zrobić.
  • Pamiętaj, że zostawianie dziecka samego nie uczy go samodzielności. Małe dziecko zostawiane same przeżywa strach, a wtedy staje się bardziej zależne od innych. Bardziej samodzielni są ci ludzie, którzy jako dzieci dostawali od rodziców bardzo dużo bliskości (przytulania, rozmów). Podstawą samodzielności jest wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa, a ono buduje się w pierwszych trzech latach życia dziecka, kiedy jest ono blisko rodziców, jest często przytulane, a jego emocje są kojone. Aby dziecko było bardziej niezależne jako dorosłe, w dzieciństwie potrzebuje być bardzo zależne od Ciebie. Pozwól mu na to.

Autor: Anna Roszyk – psycholog, psychoterapeuta AMONARII

 


Trudna przeszłość: mój rodzic a ja-rodzic

Czas oczekiwania na narodziny dziecka, czas stawania się matką i ojcem, dla niektórych osób to moment, w którym odzywają się psychologiczne konflikty z przeszłości, związane z relacją z własnymi rodzicami. Tematy dzieciństwa, relacji ja – moja mama, ja – mój ociec powracają.

Większość z nas w byciu rodzicem powiela sposób postępowania, w jaki sama była traktowana. Proces ten zachodzi w dużej mierze automatycznie. Kiedy podchodzimy do małego dziecka nie zastanawiamy się i nie kontrolujemy na przykład tego, w jaki sposób chwytamy dziecko – z jaką energią to robimy, czy jest to dotyk miękki czy raczej szybki i silny, czy towarzyszy mu kontakt wzrokowy z dzieckiem, jaka mina maluje się na naszej twarzy, czy wydajemy z siebie wtedy jakieś dźwięki i jakie. To ruchy automatyczne, dla nas „naturalne”. Badania pokazują jednak, że nie są one przypadkowe, bo aż w 70-80% przypadków są powieleniem tego, jak zajmowano się nami jako dziećmi. Dotyk szorstki, niedosyt ciepła i czułości, które nieświadomie odtwarzamy z przeszłości w relacji własnymi dzieci, krzywdzi je, a w końcu obraca się przeciwko nam. Dzieci, które w niemowlęctwie nie otrzymują tyle czułości, bliskości fizycznej i emocjonalnej ile potrzebują, są bardziej napięte, nerwowe, a z czasem stają się niegrzeczne. Często nie mamy świadomości, jak ważne jest to, ile własnego napięcia przekazujemy dziecku od kołyski, od pierwszego dotyku, jakim go obdarzamy.

Wzorce opieki istnieją głęboko w naszej nieświadomości, a zbudowane zostały na bazie własnych wczesnych doświadczeń. Choć nie pamiętamy, jak byliśmy traktowani jako niemowlęta, nasze ciało zapamiętało tamten sposób opieki i kontaktu i teraz, w relacji z własnym dzieckiem, w dużej mierze go odtwarza. Szczęście jeśli ma się dobre wzory, z których można czerpać. Jeśli jednak w dzieciństwie brakowało ciepła albo doznało się chłodu ze strony rodziców a nawet ich agresji, trzeba zatrzymać się nad tym, przyjrzeć się sobie, szczerze przyznać do emocji, które pojawiają się na myśl o dziecku, byciu matką, ojcem. Spora grupa kobiet w związku z macierzyństwem odkrywa w sobie emocje i myśli, które wydają się obce, niechciane, nieakceptowane, jak niechęć do dziecka, do dbania o nie, chęć szorstkiego potraktowania go. Wielu mężczyzn zauważa, że nie potrafi wykrzesać z siebie serdeczności dla swoich synów, przypomina sobie wówczas swojego srogiego albo wiecznie nieobecnego ojca…

Pamiętaj, że trudne doświadczenia z przeszłości nie muszą determinować w 100% Twojego życia. Aż 20-30% dorosłych buduje swoje relacje z dziećmi inaczej, niż robili to ich rodzice i nie przekazuje swoim dzieciom krzywd doznanych we własnym dzieciństwie. I robi to samodzielnie. Leczniczy okazuje się dobry związek, a pomocne – autorefleksja, świadomość ryzyka przekazania własnych traum swoim dzieciom, dokształcanie się, korzystanie ze szkół dla rodziców, uważność, czujność. Dla pozostałych osób – pomocna jest poradnictwo psychologiczne lub psychoterapia. Kiedy negatywne emocje związane z własną przeszłością są dominujące i odtwarzają się w relacji z dzieckiem, warto omówić je z psychologiem, by dla swoich dzieci stać się rodzicem świadomym i pokonać niszczące automatyczne reakcje zakodowane w przeszłości. Obecność negatywnych odczuć wobec macierzyństwa i ojcostwa nie oznacza jeszcze, że jest się złym rodzicem, nie można też na ich podstawie odebrać rodzicowi dziecka. Nie musisz się więc bać, że jeśli przyznasz się do nich w rozmowie z psychologiem, usłyszysz krytykę. Dobry rodzic to wcale nie rodzic, który nie ma trudności, ale rodzic świadomy, który je dostrzega i podejmuje wysiłek, by im zaradzić.

Autor: Anna Roszyk – psycholog, psychoterapeuta AMONARII

 


TATA W ŻYCIU MAŁEGO DZIECKA

Doświadczenia życia codziennego i badania naukowe pokazują, że obecność ojca w życiu dziecka jest nie tylko ważna, ale wręcz niezastąpiona, a aktywne zaangażowanie mężczyzny w rolę partnera świeżo upieczonej mamy – bezcenne. Bywa jednak, że po poczęciu dziecka mężczyzna zaczyna wycofywać się na ubocze życia domowego, oddając kwestie opieki i wychowania dziecka wyłącznie kobietom – matce, babci, nie chcąc wtrącać się w tę „babską” dziedzinę. Kiedy kobieta skupia większość swojej uwagi na dziecku, on nie widząc dla siebie miejsca, poszukuje zajęć poza domem – bierze dodatkowe prace, zlecenia. To ważne, bo zapewnia byt rodzinie, pozwala uporać się z większymi wydatkami, które pojawiają się wraz z przyjściem dziecka na świat, a przez to daje swojej rodzinie poczucie bezpieczeństwa. Jednak w pogoni na zarabianiem nie można przesadzić. Warto zrezygnować z przyjęcia kolejnego zlecenia, a potrzebne rzeczy wyszperać w Internecie albo pożyczyć od znajomych. Okres, kiedy dziecko jest małe, to dla mężczyzny doskonały czas na to, by tworzyć z nim więź. Bliskość między dzieckiem a tatą, stworzona w pierwszych trzech latach życia, będzie procentować w późniejszych!

Tata jest ważny dla dziecka od samego początku i, choć kobieta nie zawsze dość wyraźnie to pokazuje, – potrzebny i niezastąpiony również dla niej. Wielu ojców z dużą dozą niepewności myśli o swojej nowej roli. Zwyczajnie nie wiedzą co robić i przerażeniem ogarniają ich wyobrażenia sytuacji, w których zostaliby z dzieckiem sami. Myślą wówczas, że lepiej będzie, jak wycofają się, żeby czegoś nie napsuć. Boją się dotknąć dziecka, które, w ich dużych dłoniach wydaje się tym bardziej kruche. Mają poczucie, że nie nadają się do nowej roli. Nic bardziej błędnego! Podobne uczucia i niepewność co do swoich kompetencji, a nawet ochota na „ucieczkę z domu od tych babskich spraw” są zupełnie naturalne, nie oznaczają wcale, że mężczyzna jest niedojrzały i nie będzie dobrym ojcem! Bowiem, jak przekonuje psycholog Katarzyna Piotrowska –„Tatą człowiek się staje, a nie rodzi, czy czarodziejsko przemienia – to proces, który zachodzi stopniowo. Co więcej – u każdego w innym tempie”.
Przed mężczyzną więc kilka lekcji…

Tata przed narodzinami
Tworzenie więzi z dzieckiem tata może rozpocząć jak najwcześniej – już nawet w okresie przed narodzinami. Warto wtedy aktywnie angażować się w sprawy związane z ciążą – towarzyszyć podczas wizyt lekarskich, przy USG, planować i urządzać pokój dla dziecka, uczestniczyć w szkole rodzenia – działać, być obecnym, współodpowiedzialnym za decyzje, takie jak wybór szpitala, sposobu porodu.

W kwestii bycia ojców przy porodzie wśród psychologów istnieją spory. Badania Harwas-Napierały pokazują, że spora grupa mężczyzn jednak udział w porodzie określa jako doświadczenie bardzo pozytywne, wzmacniające więź z dzieckiem i żoną. Dla pewnej grupy jednak widok porodu to doświadczenie urazowe, na które reagują wycofaniem się z relacji z partnerką. Decyzję o udziale w porodzie należy więc podjąć rozważać ostrożnie, zamiast ślepo podążać za panującą modą.

Czas przed narodzinami tata może wykorzystać na zdobywanie wiedzy – na temat przebiegu ciąży, psychologii kobiety w ciąży i po porodzie, rozwoju dziecka, opieki nad niemowlęciem etc. Wiedza okaże się pomocna w starciu z wieloma zaskakującymi sytuacjami po przyjściu dziecka na świat, pozwoli z dystansem i spokojem przyjąć trudy nowej roli. Działanie, angażowanie się taty już w okresie ciąży powoduje, że mężczyzna powoli zaczyna czuć się z dzieckiem związany i z większą pewnością siebie podejmie owe zadania.
Rada dla kobiety: pozwól by ciąża nie była tylko Twoją sprawcą, wspólnie kształćcie się do nowej roli i wspólnie podejmujcie decyzje.

Tata w pierwszych miesiącach życia
W tradycyjnym myśleniu to matka w pierwszych miesiącach życia jest wyłącznym i najważniejszym opiekunem w relacji z dzieckiem. Ojcu natomiast przypada zadanie czuwania z zewnątrz nad tą „pierwotną symbiozą”. W tym ujęciu okresie niemowlęcym główny wpływ ojca na dziecko przebiega przez matkę. Szczęśliwa, kochana przez męża kobieta – żona i matka, ma większe szanse zapewnienia dziecku prawidłowego rozwoju. Dobry rozwój dziecka w takich warunkach jest więc częściową zasługą ojca. Rolą taty jest być „mężczyzną swojej kobiety”, być dla niej czułym, wrażliwym na jej potrzeby, okazywać adorację – traktować nie tylko jako matkę, ale też jako kobietę, potrzebującą zainteresowania mężczyzny. Ojciec w tym okresie jest dla matki pośrednikiem ze światem zewnętrznym, opowiada o zdarzeniach mających miejsce poza domem, dzieli z nią myśli. Tak postępując, wzbogaca skoncentrowane na dziecku życie matki i ułatwia jej utrzymać wewnętrzną równowagę. Rola ojca dziecka wspierającego psychicznie kobietę jest nieoceniona!

Pierwsze tygodnie po narodzinach dziecka to dla mężczyzny również prawdziwa lekcja cierpliwości. Spodziewać się może bowiem zmniejszenia zainteresowania jego osobą, a także niespodziewanych wahań nastrojów kobiety, związanych z hormonalnymi zmianami po porodzie. Ważne, by mężczyzna nie interpretował tego jako odrzucenie jego osoby, lecz jako naturalny, potrzebny etap w życiu rodziny (zwany okresem symbiozy matki z dzieckiem), który trwa raptem kilka miesięcy. A zatem Tato, bez paniki, kobieta, którą kochasz będzie stopniowo wracać z zainteresowaniem ku Tobie, w miarę jak dziecko będzie dorastać. Nie musisz obawiać się, że dziecko jest Twoim konkurentem. Relacja z dzieckiem i relacja z mężczyzną stanowią dla kobiet zupełnie inne jakości i nie zamierzają one na stałe wymienić jednej na drugą. Warto jednak pamiętać, że kobieta wraca do partnera w sposób emocjonalny, fizyczny i seksualny, tym szybciej, im więcej Dorosłego będzie w mężczyźnie, a mniej Dużego Dziecka, domagającego się opieki i „matkowania”. Na „matkowanie” dwojgu może kobiecie rzeczywiście nie starczać energii.

Współcześnie, mężczyzna jako ojciec uzyskuje większe społeczne przyzwolenie na wejście do tej „ekskluzywnej wspólnoty” więzi matki z dzieckiem. Dzisiaj oboje rodzice aktywnie opiekują się malcem. Przeprowadzone ostatnio badania Michaela Younga dowodzą, że mężczyźni w roli ojca są równie kompetentni, troskliwi i uważni na sygnały emocjonalne wysyłane przez dziecko jak matki!

Pierwsze dni – rady dla obojga
Jeśli to możliwe, dobrze by mężczyzna wziął kilka dni urlopu na czas po narodzinach dziecka. Poród to dla kobiety ogromny wysiłek fizyczny, ale także emocjonalna rewolucja. Ogromne zmiany hormonalne i zmęczenie powodują, że kobieta po powrocie ze szpitala do domu może być płaczliwa, mieć poczucie, że sobie nie poradzi. Obecność i wsparcie ze strony mężczyzny są jej wtedy ogromnie potrzebne.

Od pierwszego dnia po narodzinach dziecka ojciec może dzielić się z żoną obowiązkami pielęgnacyjnymi. Drogi tato, to nie szkodzi, że z początku nie jesteś pewny, co robić. Weź dziecko na ręce, pomimo tego, że wydaje Ci się tak kruche. Pamiętaj tylko, by przytrzymać główkę. Możesz poprosić żonę lub pielęgniarkę, by podała Ci maleństwo. Bądź obecny gdy położna pokazuje jak kąpać dziecko, jak je przewijać. Powiedz, że chciałbyś spróbować i poproś, by asystowała Ci w tym.

Mamo, zaufaj, że mężczyzna sobie poradzi, zostaw go na chwilę samego, by mógł lepiej skupić się na kontakcie z dzieckiem. Sama wykorzystaj tę chwilę dla siebie – weź prysznic, zadzwoń do przyjaciółki.

Pierwsze miesiące – rady dla obojga
Gdy wracasz zmęczony po pracy, daj sobie chwilę na odpoczynek. Przebierz się wygodnie, zjedz kolację, odpręż. Dopiero wtedy weź dziecko. Pobujaj je w ramionach, albo po prostu pozwól mu w nich zasnąć. Jeśli Twoja partnerka nie karmi już piersią – przejmij wieczorne karmienie. Gdy będziesz tulił dziecko i troszczył się o jego potrzeby, ono będzie kojarzyło uczucie błogości z Twoją osobą, a to wspaniale zaprocentuje w późniejszych latach.

Mamo, pozwól mężczyźnie na chwilę odpocząć, dzieci wyczuwają napięcie dorosłych i wówczas same stają się nerwowe. Twój cel to by mężczyzna zajmował się dzieckiem nie z obowiązku lecz z przyjemnością – wtedy będzie robił to częściej! Kiedy mąż zajmuje się dzieckiem nie kontroluj go, nie pouczaj. Najlepiej wykorzystaj ten czas dla siebie – zrób sobie kąpiel, nałóż maseczkę. Kiedy widzisz, że mężczyzna popełnia jakiś błąd, postaraj się go nie krytykować, lecz łagodnie wskazać, że mógłby spróbować coś robić inaczej. Chwal go zaś, gdy dobrze mu idzie. Jest w Twoim interesie, by mężczyzna dobrze i pewnie się czuł w opiece nad dzieckiem – wtedy chętniej będzie Cię wyręczał w tej roli i będziesz miała więcej czasu dla siebie.

Tato, sprawdź jak dziecko reaguje na Twoją twarz. Uśmiechnij się do niego, mów łagodnie. Już dwumiesięczne dziecko odpowiada uśmiechem na uśmiech. Dziecko trzymiesięczne możesz spróbować rozbawić – wtedy zacznie chichotać. Porób miny, pozwól mu dotknąć swojej twarzy. Pozwól mu głośno śmiać się. Przeciągle wymawiaj samogłoski, cztero – pięciomiesięczne niemowlę będzie próbowało Cię naśladować. Pamiętaj, nigdy nie potrząsaj dzieckiem, nawet dla zabawy, bo to może być niebezpieczne. Gdy dziecko w zabawie zaczyna marudzić, może być oznaka zmęczenia, przeładowania bodźcami. Wtedy przerwij zabawę, wycisz się i przytul dziecko, ponoś w chuście. Nie staraj się rozweselać dziecka nowymi zabaweczkami, bo każdy nadmiar bodźców wtedy rozdrażnia.

W weekendy weź dziecko na spacer. Pobycie sam na sam z maluchem to czas nieoceniony. Choć młodsze dzieci na ogół śpią podczas spacerów, to pięciomiesięczne i starsze to mali odkrywcy. Dziecko będzie zachwycone, gdy wyjmiesz je z wózka i pokażesz świat. Wskazuj mu palcem co widzisz i opowiadaj, nawet jeśli jesteś pewien, że ono nic nie rozumie. Małe dzieci czytają świat z tonu naszego głosu.

Gdy malec ma pięć miesięcy pobawcie się na dywanie. Połóż szkraba na swoim brzuchu, unoś go. Możecie razem pełzać, turlać się.

Jak najczęściej baw się z dzieckiem tak, aby to Twoje ciało było dla niego zabawką – robienie min, przytulanie, podnoszenie, turlanie. Takie zabawy najlepiej stymulują rozwój fizyczny i emocjonalny dziecko i budują wieź między Wami. Kolorowe plastikowe zabawki też są ważne, lecz niech one nie zastąpią mu Ciebie!

Gdy potrzebujesz na chwilę odejść, zostaw zabawki w zasięgu ręki dziecka i staraj się cały czas mówić do niego, by być z nim w kontakcie.

Zabawa w „a ku ku” jest doskonała dla niemowląt siedmio-, ośmiomiesięcznych. Użyj do niej swojej uśmiechniętej twarzy, niech pojawia się i znika za kocykiem, za krzesłem. Malec będzie zachwycony.

Z dziesięciomiesięcznym dzieckiem możecie zacząć oglądać książeczki, turlać piłeczkę, bawić się klockami. Ale nie zdziw się, gdy malec będzie chciał tylko burzyć budowane przez Ciebie wieże. To dla szkraba w tym wieku największa frajda, na budowanie przyjdzie czas później.

Dzieci często rzucają różne przedmioty, np. wyrzucają zabawki z wózka albo podczas karmienia ciskają łyżeczką o podłogę. Wcale nie oznacza to złośliwości dziecka. W ten sposób malec sprawdza, który dorosły będzie nim na tyle zainteresowany i życzliwy, że poda zabawkę z powrotem. Może rzucać przedmiotem kilka razy, bo cieszy go, gdy reagujesz.

Miłość matczyna i ojcowska. Jak kocha każdy rodzic ?
Erich Fromm w książce „O sztuce miłości” pisze, że różne są oblicza matczynej i ojcowskiej miłości. Miłość matczyna jest w większości postrzegana jako bezwarunkowa. Matka wydaje się kochać dziecko za sam fakt jego istnienia i taka miłość daje dziecku poczucie bezwzględnej akceptacji i bezpieczeństwa. Na miłość ojca natomiast częściej trzeba zasłużyć. Miłość matki, z natury swej chroniąca dziecko i dająca mu poczucie bezpieczeństwa, może mieć negatywne strony, gdy przeradza się w miłość nadopiekuńczą. Dziecko zbyt chronione nie ma wielu okazji podejmowanie wyzwań, może więc stać się lękliwe i mało samodzielne.

O miłości ojcowskiej Fromm pisze, że jej zasadą jest: „Kocham cię, ponieważ spełniasz moje oczekiwania, ponieważ wypełniasz swój obowiązek, ponieważ jesteś taki jak ja”. Ojciec jest osobą stawiającą wymagania. Jeśli nie przekraczają one możliwości dziecka, dają okazję do rozwoju. W ten sposób dziecko buduje swoje poczucie wartości. Jeśli zaś ojciec stawia zbyt duże wymagania oraz częściej gani dziecko i karci je niż docenia i chwali, może spowodować, że nie będzie się ono czuć akceptowane i zacznie źle o sobie myśleć. Fromm podkreśla, że cierpliwa i wyrozumiała miłość ojca daje rosnącemu dziecku coraz większe poczucie siły i: „…wreszcie pozwoli mu rządzić się własnym rozumem i obywać bez autorytetu ojca”.

Miłość ojcowska jest konieczna, ponieważ stanowi zachętę do dalszego rozwoju, wytycza, w jakim kierunku dziecko ma postępować. Ojciec uczy dziecko różnych umiejętności, kompetencji, gotowości na podbój świata.

Oba więc rodzaje miłości – matczyna i ojcowska uzupełniają się nawzajem i pozwalają dziecku rozwinąć harmonijną osobowość.

ZAPAMIĘTAJ:

  • Badania pokazują, że ojciec może równie kompetentnie zająć się dzieckiem jak matka.
  • Angażowanie się w bycie z dzieckiem nie musi jednak oznaczać „zmamienia”, pełnienia tej samej roli co kobieta. W kontaktach dziecka z matką więcej jest opieki, troski, chronienia, zaś w relacji z ojcem więcej zabawy, stawiania wyzwań. O ile matki częściej mówią dzieciom „nie wchodź na tę drabinkę bo spadniesz”, o tyle rolą ojca jest zachęcać do tego ryzyka, jednocześnie dając dziecku wsparcie: „spróbuj wejść, ja będę cię trzymał”.
  • We wczesnej relacji z ojcem najważniejsze są ciepło, przytulenie, zabawa, śmiech, kontakt twarzą w twarz.
  • Ojciec co prawda rzadziej przebywa z dzieckiem niż matka, ale relacja z nim, przez element nowości i energii jaki wprowadza, może być odbierana przez dziecko jako bardziej atrakcyjna.

A zatem – odwagi, tato, i do dzieła, udanej zabawy!

Autorki:
Anna Roszyk – – psycholog, psychoterapeuta AMONARII
Studentki psychologii – Józefina Pijanowska, Justyna Sałek

Źródła:

www.e-dziecko.pl
Canfield, K. (2007). Serce ojca: Jak być dobrym ojcem. Warszawa: Instytut Wydawniczy Pax.

Cramer, B. (2003). Pierwsze dwa lata: Co się dzieje pomiędzy matką, ojcem i dzieckiem. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Giles, S. (2007). Już prawie jestem tatą: mężczyzna w czasie ciąży-sztuka przetrwania. Warszawa : Adam.

Goldman, M. (2001). Radość ojcostwa: jak zmienia się twoje dziecko, ty i twoja partnerka. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Widera-Wysoczańska, A. (2007). Docenić rolę ojca. Świat problemów,1, 21-23.

Witczak, J. (1987). Ojcostwo bez tajemnic. Warszawa: Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych.

Wojciechowska, J. (2006). Tata sam w domu. Charaktery,3, 34-36.

 


KLAPSOM MÓWIMY ‘NIE’

Czyli o tym, jak wychowywać świadomie i z szacunkiem.

Czy niepozorny klaps może mieć coś wspólnego z przemocą, z patologicznymi zachowaniami? Gdzie przebiega granica między biciem, jako formą okrucieństwa wobec dziecka, której należy bezwzględnie zakazać, a niewinnym, ‘uzasadnionym’, bo wymierzonym w słusznej intencji, klapsem? W tym artykule postaramy się udowodnić, że taka granica w rzeczywistości nie istnieje. Wymierzając klapsa, dorosły wykorzystuje fizyczną przewagę, by ukarać dziecko. Klaps jest zawsze porażką wychowawczą bezsilnego rodzica. Czy zatem rzeczywiście jest w wychowaniu dopuszczalny?

Komu służy klaps?
Ok. 80% Polaków twierdzi, że zdarzają się sytuacje w których dziecku trzeba dać klapsa, a ok. 50% uważa kary cielesne za dozwoloną metodę wychowawczą – takie alarmujące dane podają badania CBOS z 2008 r. Prawdą jest jednak, że klaps nie wychowuje. Służy bowiem wyłącznie rodzicowi, pomaga wyładować gniew spowodowany bezradnością wobec nieposłuszeństwa dziecka. A jak wpływa na dziecko? Owszem, nasze pociechy będą odtąd pilnować swojego zachowania, ale tylko wówczas, gdy rodzic będzie w pobliżu. Klapsem nie wytłumaczymy, co jest dobre, a co złe. Dziecko nierozumiejące dlaczego takie, a nie inne zachowanie jest niedozwolone, zapamięta jedynie ból! Z pewnością będzie też rozrabiać, kiedy tylko rodzic zniknie mu z oczu, bo wie, że uda mu się wówczas uniknąć kary. Czym innym jest przecież wpajanie dyscypliny poprzez szacunek i autentyczne posłuszeństwo, a czym innym strach przez fizyczną siłą dorosłego.

O konsekwencjach dawania klapsów.
Stosowanie klapsów ma dużo poważniejsze konsekwencje, niż wydaje się wielu rodzicom. Przede wszystkim, malec przywoływany do porządku w taki sposób czuje się skrzywdzony i bezsilny, a to wywołuje upokorzenie, poczucie niesprawiedliwości i bunt. Negatywne emocje tłumione przez dziecko łatwo przeradzają się w niechęć i wrogość w stosunku do innych. Eskalacja przemocy jest tu nieunikniona – bijący rodzic uczy, że rację ma ten, kto jest silniejszy. Dziecko, któremu daje się klapsy, odbiera komunikat, że uderzenie jest sposobem na poradzenie sobie z własnym gniewem i frustracją. Będzie zatem biło – najpierw swoich rówieśników, potem – jako rodzic – własne dzieci. Tak powstaje błędne koło.

Nie każdy rodzic wie, jak duże szkody w psychice dziecka mogą spowodować kary cielesne. Wyniki badań prof. M. Strausa przedstawione niedawno na międzynarodowej konferencji w San Diego wykazują, że dzieci dyscyplinowane przy pomocy klapsów miały niższy iloraz inteligencji niż te, których rodzice nie stosowali kar cielesnych. Im młodsze dzieci oraz im częściej stosowana była taka forma dyscyplinowania, tym spadek ilorazu inteligencji był większy. Co więcej, w badaniach z udziałem studentów wykryto jeszcze jedną zależność – im dłużej rodzice stosowali wobec dziecka kary fizyczne, tym niższe miało ono IQ jako dorosły.
Stosowanie kar cielesnych stwarza jeszcze wiele innych zagrożeń. Może zaburzyć właściwy rozwój sumienia – skoro zaraz po przewinieniu rodzic funduje maluchowi klapsa czy lanie, dziecko nie odczuwa skruchy, bo kara którą otrzymało likwiduje u niego wszelkie wyrzuty. Łatwo wtedy wyciągnąć brzdącowi wniosek, że każde przewinienie można łatwo spłacić – „wystarczy”  przyjąć kilka klapsów. Dużo trudniej natomiast poradzić sobie z narastającą przez to złością – ograniczając naszą rolę wychowawczą do wymierzania razów, zostawiamy dziecko z tym problemem zupełnie samo.

Przemoc fizyczna wobec dzieci może zatem spowodować wiele problemów emocjonalnych, zniszczyć poczucie własnej wartości młodego człowieka, spowodować utratę wiary we własne siły oraz wpoić mu, że nie ma prawa do szacunku i do godnego traktowania. Może to być gruntem do powstania wielu zaburzeń, gdyż traktowane w ten sposób dzieci zwykle nie mają bazalnego poczucia bezpieczeństwa, a to z kolei sprawia, że nie wykorzystują swojego potencjału rozwojowego w pełni. Wniosek dla rodziców jest następujący: odwoływanie się w kryzysowych sytuacjach do klapsów nie tylko nie jest skuteczną metodą wychowawczą, ale przede wszystkim odbiera naszemu malcowi możliwość optymalnego rozwoju.

„Ja dzięki klapsom wyrosłem na porządnego człowieka”
Czemu wobec tego tak wielu z dorosłych odwołuje się do twierdzeń typu: „skoro mnie bili moi rodzice i wyrosłem na przyzwoitego człowieka, to najwyraźniej nie ma w tym nic złego” lub „dostałem, bo widocznie zasłużyłem”, „gdyby nie to, pewnie wyrósłbym na chuligana”? Być może dlatego, że  łatwiej im racjonalizować i usprawiedliwiać, a nawet gloryfikować kary cielesne stosowane przez ich rodziców, niż przyznać, jak trudne i nieprzyjemne emocje wiążą się z byciem ofiarą przemocy ze strony opiekuna, którego się bezwarunkowo kocha. Prawdopodobnie łatwiejsza do przyjęcia i mniej zagrażająca jest interpretacja, że rodzic „bił, bo mnie kochał i zależało mu na mojej przyszłości” niż ta, że bił, gdyż nie umiał sobie poradzić z gniewem i bezsilnością. Przyjmując taką argumentację, dorosły broni się przed uświadomieniem sobie własnej krzywdy i poniżenia – zaprzeczanie pozwala zachować dobry obraz rodziców.

Rodzice biją często dlatego, że klaps jest ostatnią deską ratunku, kiedy dziecko ‘wchodzi im na głowę’ i nic innego zdaje się nie skutkować. Inni uciekanie się do kar fizycznych usprawiedliwiają troską o kręgosłup moralny malucha. Biją również wtedy, gdy są sfrustrowani, zmęczeni codziennymi obowiązkami. Czasem po takim wybuchu złości rodzic ma poczucie winy z powodu zastosowania przemocy wobec dziecka, innym razem jemu przypisują winę za to, że „swoim zachowaniem zmusiło go do użycia siły”.
To normalne, że zachowanie naszych urwisów potrafi sprawić przykrość i wyprowadzić z równowagi – najważniejsze jednak, co z tymi emocjami zrobimy i jaki przykład damy naszym pociechom.

Czy oznacza to, że rodzice powinni znosić naganne zachowania swojego dziecka?
Odpowiedź brzmi: ZDECYDOWANIE NIE! Dziecko musi dostać jasną informację, iż takie zachowanie nie będą przez rodziców pod żadnym pozorem tolerowane. Ważne jest stawianie dziecku granic i konsekwentne ich przestrzeganie – to daje dziecku poczucie bezpieczeństwa.

Ale jak tego dokonać?
Istnieje wiele sposobów:

  • Poświęcaj dziecku pozytywną uwagę
    Choć wielu osobom wydaje się to niedorzeczne, dzieci mogą być niegrzeczne, aby zwrócić na siebie uwagę rodzica! Sytuacja taka ma miejsce wtedy, gdy na co dzień rodzice nie poświęcają mu wystarczającej ilości czasu, ciągle są czymś zajęci lub spędzają większość dnia poza domem. Gdy dziecko jest posłuszne, grzecznie się bawi, rodzice są zadowoleni z tego, ale uważają że to „normalne zachowanie, nie chwalą go i nie chcąc przeszkadzać dziecku, nie zwracają na nie zbytniej uwagi. Jeśli natomiast malec zaczyna „rozrabiać”, reagują natychmiast i to w bardzo intensywny sposób. Dziecko uczy się zatem, że dostaje uwagę rodziców tylko wtedy, gdy zachowuje się w sposób naganny. Nieważne, iż emocje związane z tą sytuacją są silnie negatywne – taka uwaga jest lepsza od żadnej.
  • Nagradzaj zachowania pożądane
    Znacznie zwiększysz prawdopodobieństwo występowania u dziecka zachowań aprobowanych, jeśli będzie ona za takie zachowania nagradzane. Do dyspozycji każdy rodzic ma tutaj duży repertuar zachowań zarówno werbalnych (np. pochwały, mówienie o tym, co podobało się nam w zachowaniu dziecka), jak i niewerbalnych (np. przytulenie dziecka, pogłaskanie po głowie). Jak już wspomniano, największą nagrodą jest po prostu uwaga i zainteresowanie ze strony rodzica. Dawanie dziecku pozytywnej uwagi nie wymaga wcale wiele czasu. Gdy widzimy, że dziecko zachowuje się dobrze, grzecznie się bawi, wystarczy podejść do niego, dotknąć je (objąć) i powiedzieć „Widzę jak ślicznie, grzecznie się bawisz. Cieszę się!”. Dalej można zajmować się swoimi sprawami (np. gotować obiad) i tylko co jakiś czas powtarzać podobne słowa, by być z dzieckiem w kontakcie, by nie czuło się samotne i wiedziało, że nas zadowala. Dzieci potrzebują komunikatu potwierdzającego, gdy dobrze się zachowują i nas cieszą. Wtedy chętnie robią to częściej!
  • Rozmawiaj z dzieckiem i instruuj je zamiast zakazywać
    Częstym błędem popełnianym przez rodziców jest wydawanie krótkich i niezrozumiałych dla malucha nakazów oraz zakazów. Wytłumaczenia uważają oni natomiast za zbędne, gdyż przyczyna owych zakazów jest dla nich oczywista. Czy jest jednak także dla dziecka? Niekoniecznie! Rodzic powinien zadbać o to, aby dziecko dokładnie wiedziało, dlaczego nie wolno robić określonych rzeczy. Najlepiej wyjaśniać dzieciom, że czegoś nie powinny robić odwołując się do uczuć innych. Na przykład: „Nie wolno śmiać się z rudej koleżanki, bo będzie jej bardzo przykro”, zamiast mówienia, że „Tak nie robią grzeczne dzieci”, „Bo dostaniesz karę” albo co gorsza „Bo nie”. Wskazując dzieciom na uczucia innych uczymy je empatii, a ona właśnie jest najważniejszym mechanizmem osobowości na stałe powstrzymującym przed niewłaściwymi zachowaniami. Okazuje się, że dzieci, które instruowano wyłącznie w stylu „Nie wolno śmiać się z rudej koleżanki bo dostaniesz karę” owszem, zachowywały się właściwie, ale tylko wtedy, gdy w pobliżu był opiekun, który mógł ową karę wymierzyć. Natomiast gdy tylko zostawały same, wracały do złego zachowania. Lęk przed karą działa więc krótko. Znacznie lepszym sposobem okazało się uczenie szacunku do uczuć innych. Nie oznacza to, że należy zupełnie zaniechać stosowania kar za złe zachowanie i „grożenia” nimi, by powstrzymywać dziecko przed niewłaściwym zachowaniem. Metodę tę można stosować, ale podstawową środkiem powinno być uczenie wrażliwości na krzywdę (przykrość, cierpienie) innych.
  • Tłumacz zamiast krzyczeć i grozić
    Gdy dziecko popełni błąd lub zachowa się niestosownie ważne jest, aby wytłumaczyć mu, co dokładnie w jego zachowaniu nie podobało się nam i przede wszystkim dlaczego – „Nie podobało mi się, że uderzyłeś Jasia. To go bolało i czuje się teraz upokorzony. To bardzo przykre dla niego.”, zamiast „Jak ty się zachowujesz! Co robisz! Jesteś niegrzecznym chłopcem!”. Krzyki i groźby wywołują w dziecku jedynie strach i lęk, odwracając jego uwagę od problemu i utrudniając zrozumienie przyczyn niezadowolenia rodzica. Ten brak zrozumienia zwiększa jednocześnie prawdopodobieństwo, że zachowanie niepożądane pojawi się ponownie w przyszłości.
  • Ucz dziecko wyciągania konsekwencji
    Przykre konsekwencje nagannego zachowania, czyli kary, są pomocne w wychowaniu dziecka. Nie powinny to być jednak kary fizyczne (klapsy), ani psychiczne (upokarzanie dziecka, wyzywanie go, etykietowanie „wstrętnym”, „głupim”, „niedobrym”). Dobrymi karami jest natomiast odbieranie przywilejów i przyjemności. Obowiązkiem rodzica jest zapewnienie dziecku jedzenia, dachu nad głową, ciepłych ubrań, wygodnego snu – i odbierać tego w formie kary dziecku nie można, ale dodatkowe przyjemności jak słodycze, grę na komputerze – można dziecku odebrać w formie kary. Aby funkcja wychowawcza kar została jednak spełniona, dziecko musi rozumieć reguły panujące w domu i o to każdy rodzic powinien się postarać w pierwszej kolejności. Reguły te powinny być jasne, przejrzyste oraz dostosowane wieku malucha, a rodzic musi zadbać o to, aby nigdy nie zdarzyły się odstępstwa i wyjątki. Dziecko powinno wiedzieć, że jeśli nie zje obiadu, to nie będzie czekał na nie słodki deser – i deser ten faktycznie nie powinien się w takich okolicznościach nigdy pojawić.
  • Mów o swoich uczuciach
    Kiedy dziecko jest niegrzeczne, informuj je o swoich uczuciach związanych z tą konkretną sytuacją. Gdy mówisz do niego w pierwszej osobie liczby pojedynczej („Zdenerwowało mnie, że nie wyniosłeś śmieci. Jest mi przykro kiedy nie robisz tego, o co Cię proszę”) jest to dla dziecka łatwiejsze w odbiorze i dociera głębiej, ułatwiając jednocześnie zmianę niepożądanego zachowania. Żadne dziecko nie chce bowiem sprawiać swoim rodzicom celowo przykrości.

 

Jak widać, istnieje wiele metod wychowawczych, które z powodzeniem mogą zostać zastosowane zamiast klapsów. Nauczą one każdego urwisa dyscypliny oraz pozwolą mu zrozumieć jakie konkretnie wymagania stawia przez nim rodzic. Co najważniejsze jednak, zmiana zachowania dziecka nie będzie wynikała z lęku przed bolesną i poniżającą karą fizyczną!

Czy łatwo jest zachować spokój gdy dziecko jest nieposłuszne?
Każdy rodzic doskonale wie, iż odpowiedź na to pytanie jest przecząca. Zdecydowanie nie jest łatwo być opanowanym i spokojnym w chwilach gdy dzieci są wybitnie nieposłuszne, a my, co gorsza, mamy za sobą ciężki dzień w pracy i strasznie boli nas głowa. Jest jednak kilka sposobów zapanowania nad budzącymi się, silnie negatywnymi emocjami:

  • Gdy czujesz, że jeszcze moment i wybuchniesz, wyjdź na chwilę z pokoju, w którym znajduje się dziecko. Kiedy już opanujesz emocje wróć i porozmawiaj z nim na spokojnie.
  • Oddychaj głęboko.
  • Policz do dziesięciu, a gdy to nie wystarczy, nawet do stu…
  • Spróbuj spojrzeć na sytuacje oczami dziecka – ono nie rozumie tak dobrze świata jak ty i nie ma za sobą tak dużego bagażu doświadczeń. Wejście na moment w rolę pociechy powinno pomóc w uspokojeniu się.

 

Co z tego wszystkiego wynika?

Klapsy, tak samo jak każda inna forma przemocy fizycznej wobec dziecka, są niedopuszczalnym i krytykowanym przez pedagogów i psychologów sposobem postępowania z niesfornym dzieckiem. Nie uczą one bowiem pożądanych zachowań, a co gorsza wyrządzają dziecku krzywdę psychiczną i osłabiają więzi między nim a rodzicem. Najlepszym podsumowaniem tego artykułu wydaje się zatem być stwierdzenie, że stosowanie klapsów jako metody wychowawczej jest niczym więcej, niż przejawem nieudolności rodzica. Aby maluch mógł nauczyć się dyscypliny, potrzebuje cierpliwości, zrozumienia i  wsparcia ze strony rodziców. Podkreślmy zatem raz jeszcze: Nasze dzieci mają prawo do tego, by traktowano je z szacunkiem i bez przemocy.

 

Jeśli masz trudności z swoim maluchem, masz wrażenie, że zastosowałeś już wobec niego wszystkie możliwe sposoby wychowawcze i pozostały już tylko „klapsy”, skonsultuj się z dyżurującym psychologiem…… On pomoże zrozumieć sytuację, z dystansu zobaczyć przyczynę trudności, która z bliska może być niewidoczna.

Autorki:
Anna Roszyk – psycholog, psychoterapeuta AMONARII
Studentki psychologii – Agata Katrusiak, Anna Kic
Źródła:

www.babyonline.pl
www.dobryrodzic.pl
www.wyborcza.pl/1,75476,7148143,Klaps_oglupia.html

 


Stres rodzica

Czy jestem dobrym rodzicem?

Kiedy czekali na przyjście na świat swojego maleństwa życie wydawało się wspaniałe i kolorowe. Mieli prawie wszystko przemyślane, zaplanowane i gotowe na przyjęcie maluszka. Nie mogli się doczekać chwili, gdy wezmą go w objęcia, gdy wreszcie staną się „mamą” i „tatą”. Oczywiście, trochę się bali, bo do końca trudno było przewidzieć, co ich czeka, ale życie we trójkę zapowiadało się idealnie…
Teraz czują się zagubieni. Opieka nad dzieckiem zajmuje sporo czasu. Prawie w ogóle nie rozmawiają już ze sobą. A co dopiero pomyśleć o wyjściu do znajomych lub do kina. Są zmęczeni i zastanawiają się, czy dadzą sobie radę.
Dla większości par pojawienie się małego dziecka jest swoistą rewolucją w życiu. Dotychczasowe plany, przyzwyczajenia, ulegają gruntownej przemianie. Rodzice, sami niekiedy bardzo młodzi ludzie, nagle stają się odpowiedzialni za zdrowie i życie drugiej osoby, która jest bezbronna, delikatna i całkiem od nich zależna. Na pewien czas na dalszy plan zejść muszą własne pasje, zabawa, na którą nie ma już tyle czasu co dawniej. Bywa, że nowe obowiązki i odpowiedzialność stają się niewygodne, uwierają i złoszczą. Do tego codzienne, na pozór banalne, trudności irytują – nie wiadomo, co zrobić, kiedy malec płacze i nie chce się uspokoić, kiedy boli go brzuszek, kiedy nie chce spać. Rodzicielstwo jest jednym z piękniejszych, ale i najtrudniejszych doświadczeń w życiu człowieka. Nic dziwnego, że dla większości oznacza ogromny stres.

Dlaczego czuję się źle?
Stres jest nieodłącznym towarzyszem życia każdego z nas. Choć byśmy nie wiem jak się starali nie da się go uniknąć, czy całkowicie wyeliminować. Każde zdarzenie, niekoniecznie negatywne, które zdarza się niespodziewanie, czy wydaje się trudne, może wywołać uczucie niepokoju, lęku i wątpliwości. Kiedy taka sytuacja zakłóca ponadto normalny rytm naszego życia, mówimy o stresie. Stan stresu wywołują takie sytuacje jak brak pieniędzy, problemy mieszkaniowe, nieudana transakcja w firmie, kłótnia z partnerem, ale także wydarzenia kojarzone zazwyczaj pozytywnie, jak wjazd na wycieczkę, wzięcie ślubu, narodziny dziecka. Wszystkie te wydarzenia rodzą napięcie w organizmie. Stres jednak nie musi być negatywny. Niektórzy badacze wyróżniają dwa jego rodzaje – dystres, czyli taki, który odczuwamy jako nieprzyjemny, paraliżujący, obniżający naszą motywacje i chęć do działania oraz eustres, czyli działający pozytywnie i mobilizująco. To, czy dana sytuacja wywoła w nas dystres czy eustres zależy w dużej mierze od tego, jak się zachowujemy wobec stresu – jak sobie z nim radzimy, jak o nim myślimy, jak dbamy o sobie. Wyróżnia się tzw. stres codzienny, miktostres, który pojawia się z powodu pozornie nieistotnych wydarzeń, jak spóźnienie się na autobus, rozlanie kawy, hałas za oknem, niemożność znalezienia czegoś, co akurat jest potrzebne. Według badań, najbardziej szkodliwy dla zdrowia jest właśnie ten mikrostres, ponieważ najczęściej bagatelizujemy go, przechodzimy nad nim do porządku dziennego, nie dając swojemu organizmowi czasu na odreagowanie. Po oddaniu w firmie dużego projektu, nad którym praca powodowała napięcie, ludzie niemal zawsze idą świętować, relaksować się, podejmują wiele czynności, by przywrócić równowagę psychiczną i fizyczną w sobie. Jednak po tak zwanym „zwykłym dniu”, w którym „zwyczajnie” uciekł autobus, pękły sznurówki, a dziecko zabrudziło cztery śpioszki, mało kto myśli co zrobić, by lepiej się poczuć. Taki cichy stres codzienny, bagatelizowany, ma tendencję do kumulowania się, w końcu powoduje wyczerpanie, rozdrażnienie, niezrozumiałe dla otoczenia wybuchy złości, a nawet depresję. Co najważniejsze – czasem popycha rodziców do zachowań, które krzywdzą dziecko. W złości i zmęczeniu codziennym stresem rodzice łatwiej irytują się i krzyczą na dziecko, wymierzają klapsa.
Konieczne jest więc, żeby zaradzić codziennemu stresowi.

 

Jak sobie poradzić?
Stres można kontrolować. Pamiętaj – to, jak bardzo dana sytuacja okaże się stresująca, w dużej mierze zależy od Twojego punktu widzenia. Gdy wydaje Ci się, że nie poradzisz sobie, że to już zbyt wiele, przypomnij sobie wszystkie swoje sukcesy – te sytuacje, które początkowo wydawały się bez wyjścia, a jednak udało Ci się znaleźć rozwiązanie. Zbuduj i pielęgnuj w sobie dobre myślenie o sobie. Takie podejście pozwoli Ci zapanować nad stresem. Zdrowie i dobre samopoczucie Twoje i Twojej rodziny warte są tego wysiłku.
Jest kilka sposobów żeby zmniejszyć ilość stresu w Twoim życiu:

1. Dbaj o swoje Wewnętrzne Dziecko.
Nie jest tylko błahym powiedzeniem, iż „śmiech to zdrowie”. Badania pokazują, że dziesięć minut szczerego, niepohamowanego śmiechu działa równie skutecznie jak środek przeciwbólowy i daje głęboki, długi sen. Pozwól sobie na śmiech. Pamiętaj też, że najlepiej śmiać się we dwoje. Nie bój się być czasem jak dziecko, powygłupiać się, porobić kawały. To rozluźnia. Psycholodzy mówią, że każdy ma w sobie Wewnętrznego Rodzica, który przypomina o zasadach, powinnościach, jest naszym Sumieniem; Dorosłego – który myśli, obserwuje, analizuje sytuacje, jest naszym Rozsądkiem, i Dziecko – które pragnie się cieszyć, śmiać, także złościć, płakać. By zachować równowagę psychiczną, dobre zdrowie i samopoczucie, trzeba każdej z tych części dać głos, miejsce i czas w swoim życiu, w codziennym życiu. Twoje Wewnętrzne Dziecko potrzebuje, byś codziennie przeznaczył dla niego trochę czasu i pozwolił mu się wyrazić. Wewnętrzne Dziecko u każdego człowieka, i to zarówno u kobiety jak i mężczyzny, potrzebuje i pragnie:

  • poleniuchować, jak to by powiedział Dorosły – „pomarnować” trochę czasu,
  • powygłupiać się,
  • szczerze i głośno wyrazić złość,
  • rozpłakać się, gdy jest źle (by ze łzami spłynęło z nas napięcie!!),
  • przyznać, że nie daje z czymś rady i poprosić kogoś o pomoc,
  • zrobić coś tylko dla siebie,
  • kupić coś tylko sobie,
  • pokochać się (seksualność i spontaniczność mają źródła właśnie w Wewnętrznym Dziecku!).

Kiedy czujesz stres – posłuchaj swojego Wewnętrznego Dziecka przez 30 minut dziennie, codziennie.

2. Wierz w siebie i swojego partnera
Kiedy czujesz się naprawdę źle, powiedz o tym swojemu partnerowi. Szczera rozmowa pomaga rozładować negatywne emocje i napięcie. Pozwala poczuć bliskość drugiego człowieka. Działając razem możecie pokonać stres. Masz prawo do słabości. Masz prawo o tym mówić. Nawet jeśli przed narodzinami dziecka byłaś bizneswoman i z powodzeniem prowadziłaś wielką firmę. Maskę superwoman lepiej zostawić na sytuacje biznesowe. W życiu rodzinnym czasem lepiej przyznać się do słabości i zorganizować dla siebie wsparcie innych.

3. Czas na relaks
Nie zapominaj o sobie. Zrób listę 10 rzeczy, które lubiłaś/ lubiłeś robić przed narodzinami dziecka. Z wielu z nich nie musisz teraz wcale rezygnować! Porozmawiaj z partnerem o tym, czego Ci brakuje. Spróbujcie znaleźć właściwą porę w ciągu tygodnia na realizowanie swoich pasji i zainteresowań. Zaplanuj chwilę na relaks każdego dnia. Może będzie to gorącą kąpiel, kubek zielonej herbaty, spacer po parku, wertowanie najnowszych czasopism, czy buszowanie w Internecie. Pamiętaj, by pozwalać sobie na małe przyjemności każdego dnia.

4. Nie bądź tylko mamą!
Pamiętaj, że nie przestałaś być kobietą! Jeśli masz ochotę, wywalcz dla siebie czas na manicure, albo podobną uciechę dla kobiecości. To nie fanaberia, partner powinien to zrozumieć i pomóc Ci zorganizować czas tak, byś mogła wyskoczyć do fryzjera, kosmetyczki. Mit Matki-Polki umartwiającej się dla rodziny odłóż do lamusa. Równie mocno kochaj siebie, jak swoich bliskich. Kochaj dziecko z całych sił i rób wszystko dla niego, ale też zafunduj sobie małe przyjemności.

5. Planuj czas
Spróbuj przemyśleć naprzód każdy z nadchodzących dni – spisz wszystkie rzeczy, którymi uważasz że musisz się zająć. Następnie wybierz sprawy absolutnie priorytetowe i zaznacz je kolorem. Pozostałe sprawy to tak zwane „świat-się-nie-zawali”, to np. mycie okien na Święta, nawet jeśli w odwiedziny przychodzi teściowa albo prasowanie koszul mężowi. Jeśli czujesz stres, daj sobie przyzwolenie, by nie robić spraw „świat-się-nie-zawali”, a zamiast tego zadbać w pierwszej kolejności o siebie, o swój komfort. Wtedy także Twoje dziecko będzie czuło się lepiej.
Spisz to, co planujesz zrobić. Pisanie pomaga w organizacji, działa na naszą nieświadomość i naprawdę bardziej nas mobilizuje. Stwórz schemat Waszego dnia i konsekwentnie go realizuj. Pewna rutyna w opiece nad dzieckiem jest wskazana. Twojemu maluszkowi pozwoli poczuć się bezpiecznie w przewidywalnym świecie, a Wam umożliwi znalezienie chwili tylko dla siebie.

Zadbaj by w planie dnia znalazł się „czas dla zakochanych”, chociaż 20 minut w ciągu dnia, kiedy jesteście tylko dla siebie jako para, jak mężczyzna i kobieta, a nie jako rodzice.

Zauważasz, że nie udaje Ci się zrealizować tego co spisałeś, zaplanowałeś? Może po prostu za dużo na siebie bierzesz! Powróć do listy priorytetów i listy „świat-się-nie-zawali”. Pokaż listę priorytetów partnerowi. Wręcz mu kolorowy pisak i poproś by zaznaczył to, czym się zajmie, co od Ciebie przejmie.

6. Sport
Badania pokazują, ze sport jest aktywnością, która najskuteczniej pozwala pozbyć się napięcia i stresu z ciała. Kiedy jesteś mamą małego dziecka, nadal możesz uprawiać sport – na początku dobra będzie gimnastyka, basen. Sprawdź, gdzie w Twoim mieście możesz wybrać się na basen lub gimnastykę z dzieckiem. Jeśli nie masz dostępu do sal gimnastycznych lub basenu – chodź na dłuższe, szybsze spacery (niektórzy kupują nawet biegowy wózek i uprawiają jogging ze swoimi pociechami!), ćwicz w domu. Do gimnastyki możesz zaprosić malca – połóż go na swoim brzuchu, kiedy ćwiczysz nogi – to będzie dla niego kolejna okazja, by być blisko z Twoim ciałem.

7. Przyjaciele
Nie zapomnij o kontaktach z innymi. Zaproś przyjaciela/przyjaciółkę na pogaduchy, nawet jeśli w domu panuje bałagan a Ty nie wyglądasz wystrzałowo, bo dawno nie miałaś czasu na poprawienie koloru włosów. Jesteś mamą małego dziecka i nie musisz być w formie supermodelki. Mądrzy znajomi to zrozumieją.

8. Chroń swoją rodzinę.
Nie odreagowuj stresów całego dnia na najbliższych. Krzycząc na nich, krytykując, odreagowujesz swoje emocje, ale tylko na chwilę. W Twoich bliskich rodzi się wtedy napięcie i złość, którą przekażą Tobie z powrotem następnego dnia, nawet jeśli nie otwartą kłótnią, to w sposób cichy – będąc mniej życzliwym dla Ciebie, mniej uczynnym, pomijając Twoje potrzeby. A przecież bliscy mogliby Ci pomóc! O relacje w domu dbaj więc zawsze z wielką uwagą, wielką troską, a wtedy zaprocentują.
Uświadom sobie, w jak wielu różnych obszarach życia funkcjonujesz codziennie i w jak wielu sytuacjach możesz odczuwać stres. Nie pozwól, by zakłócił on spokój w Twoim domu.

Rozmawiaj o swoim samopoczuciu z partnerem. Przyznaj się do błędu, jeśli napięcie z powodu ciągłego bycia w domu skłoniło Cię do skrytykowania go i zareagowałaś jak osa. Opowiedz mu, co przydarza Ci się w ciągu dnia, albo co Ci się już nie-przydarza, i wyjaśnij, że dlatego się tak czujesz.
Gdy zajmujesz się swoją pociechą myśl tylko o tym. Zostaw wszystkie problemy za drzwiami dziecięcego pokoju. Pamiętaj – nie liczy się ilość kontaktów z dzieckiem, lecz ich jakość.

W codziennych sporach z dzieckiem, które tak często stresują, spróbuj zrozumieć, co chce Ci ono powiedzieć. Kiedy dziecko irytuje Cię, prowokuje Cię do gwałtownej reakcji (krzyku, klapsa), nie daj się! Traktuj każde jego zachowanie nie jako złośliwość, czy upór, lecz jako ważne komunikaty, które przekazuje tak, jak tylko potrafi.
Pamiętaj: niektóre Twoje zachowania pod wpływem stresu i złości mogą skrzywdzić dziecko i niszczą Twoją więź z nim. Za wszelką cenę unikaj krzyczenia na dziecko, gwałtownego kłócenia się z partnerem przy dziecku. Nigdy nie dawaj klapsów. Mogą one spowodować utajone i długotrwałe trudności emocjonalne u dziecka . Twoim zadaniem jest nauczyć dziecko szacunku do siebie i innych, szanowania granic innych i prawa do nietykalności fizycznej. Jeśli Twoje dziecko zachowuje się źle i czujesz że wzbiera w Tobie złość i mógłbyś uderzyć dziecko, zastosuj sposoby by ochłonąć:

  • Weź głęboki oddech. Policz do dziesięciu (najlepiej od tyłu 10-9-8-7…).
  • Powtarzaj prywatne zaklęcia: „cierpliwość, spokój, opanowanie, stoicy, Dalajlama, Negocjator, luz-blues…” itp. Stwórz hasło, które Tobie pomoże wytrwać!
  • Wyjdź do innego pokoju. Weź poduchę i krzycz w nią, wal w nią, żeby się rozładować. Lepiej krzyczeć do pustych ścian niż na dziecko.
  • Wyjdź na balkon, aby dosłownie „ostudzić się”.
  • Powiedz sobie, że jesteś dorosłą osobą i nie dasz się sprowokować.
  • Powiedz sobie, że właśnie dajesz dziecku lekcję jak radzić sobie ze złością! Czego chcesz go nauczyć?
  • Zadzwoń do przyjaciela, wygadaj się.
  • Zaśmiej się. Bo czy to nie zabawne jakimi sposobami malec wychodzi z siebie, żeby wypróbować Twoją cierpliwość?

 

9. Zwróć się o pomoc.

Kiedy czujesz, że powyższe sposoby nie skutkują, że to co Cię spotyka przerasta Twoją wytrzymałość, zadbaj o siebie organizując dla siebie wsparcie innych. Zwrócenie się z problemami do innych (przyjaciół, rodziny, instytucji zajmującej się pomocą) nie jest oznaką słabości, lecz siły! Nie każdy bowiem potrafi zorganizować dla siebie wsparcie i zaradnie wykorzystać to, co instytucje mają w swojej ofercie! Lekarz, psycholog, pedagog, pracownik socjalny – to osoby, których obowiązkiem jest wpierać rodziców, którzy przeżywają stres. Bardzo wielu rodziców decyduje się korzystać z ich usług dla dobra siebie i swojego dziecka. Daj im znak, że mają zadziałać także w Twojej sprawie.

Sposobów na oswajanie stresu jest więcej. Każdy z nas jest indywidualnością i wybiera takie, które jemu odpowiadają najbardziej. Jakie magiczne sposoby mają Twoi znajomi? Zapytaj! Nie wstydź się swoich uczuć. Nie zapominaj, że nie jesteś sam(a). Pomyśl o przyszłości, jeśli zaczniesz działać już dzisiaj i poświęcisz trochę czasu na pracę z codziennym mikrostresem, nie skumuluje on się i nie zagrozi Tobie i Twojej Rodzinie.

Autorki:
Anna Roszyk – psycholog, psychoterapeuta AMONARII
Paulina Golaska – psycholog

Źródła:
Neidhardt E.J., Weinstein M.S., Conry R. (1998). Jak opanować stres. Skuteczne metody dla każdego. Lublin. Wydawnictwo Książki Pomóż Sam Sobie Sp. Z.o.o.

Bishop G.D. (2000). Psychologia zdrowia. Zintegrowany umysł i ciało. Wrocław. Wydawnictwo ASTRUM.

Stres. Poradnik dla rodziców małych dzieci. Fundacja Dzieci Niczyje. Warszawa 2008.

Klauzula informacyjna RODO - czytaj

Free WordPress Themes, Free Android Games